Kolejne morderstwo czarodziejów. Kiedy to się skończy?
10 lipca 1978 znaleziono dwójkę martwych czarodziejów w swoim mieszkaniu nieopodal Tottenham Street. Ciała znalazła sprzątaczka, która dwa razy w tygodniu sprzątała klatkę schodową. Drzwi były otwarte, nie wyglądały na wyważone. To weszłam, chciałam zapytać czy wyrzucić śmieci albo kurze zetrzeć. Na początku myślałam, że nikogo nie ma w mieszkaniu, to chciałam wyjść. Jednak po chwili poczułam smród… Na pewno wiecie jaki. Zadzwoniłam na policję, a następnie zaczęłam się rozglądać po mieszkaniu. W końcu ich znalazłam, w sypialni. Leżeli z wytrzeszczonymi oczyma, usta mieli otwarte… Okropny widok - wyznała pani Solde. Wyniki mugolskiej sekcji zwłok wykazały, że małżeństwo było w pełni sił, nie chorowało na żadną chorobę. Według patologa wykonującego sekcję zwłok oboje mieli przed sobą długie życie, które w niewyjaśniony sposób zostało zakończone. Niczym czary… - wyszeptał patolog, a następnie uciekł, prawdopodobnie nie chcąc być zapamiętanym. Udało nam się dowiedzieć, że ciała zostały przetransportowane do Kliniki Magicznych Chorób i Urazów Szpitala Świętego Munga wraz z różdżkami. Priori Inkantato wykazało, że mężczyzna z kimś walczył - ostatnim zaklęciem, które wypowiedział przed śmiercią było Experiallmus, natomiast kobiety - Cruciatus. Doszliśmy jednak do wniosku, że para nie walczyła między sobą. Ich ciała leżały obok siebie. Gdyby chcieli się zaatakować, z logicznego punktu widzenia staliby minimum dwa metry od siebie. Natomiast ciała, według mugolskiej policji leżały przy sobie. Co więcej, lewa ręka mężczyzny znajdowała się pod ciałem kobiety, jakby chciał ją uratować - mówi jeden z lekarzy Świętego Munga. Dotarliśmy do znajomych małżeństwa. Jedna z nich, mugolaczka o imieniu Katherine powiedziała, że Selene wraz z Peterem byli bardzo zgodnym małżeństwem, dwójką najlepszych przyjaciół, którzy znali się jak łyse konie (cokolwiek to znaczy). Mówiła również, że w życiu nie spotkała tak zgranej pary i nie wierzy w to, aby popełnili samobójstwo. Brat mężczyzny, czarodziej o imieniu Serhia powiedział, że jest pewien, iż to śmierciożercy ich zabili. Gdy zapytaliśmy dlaczego tak uważa, odpowiedział, że Selene była półkrwi i wychodząc za Petera sprawiła, że kolejna czysta krew została splamiona. Rzucił również na odchodne, że powinniśmy się trzymać razem. I tym akcentem zakończymy tą tragiczną wiadomość. Trzymajmy się razem, walczmy tak długo, jak będzie wymagała od nas tego sytuacja. Ten, którego imienia nie wolno wypowiadać nie może żyć wiecznie.
- Świat oszalał - powiedziała Molly, składając Proroka Codziennego. Odłożyła go równo na stół, przy którym siedziała, a następnie wstała i wróciła do przyrządzania dyniowych pasztecików. Nie mogła doczekać się, aż Artur wróci z Ministerstwa Magii i będzie wiedział coś więcej na temat morderstwa. W końcu kto jak nie on będzie miał informacje z pierwszej ręki? Molly nie była pewna, co właśnie się działo. Rozumiała, że Bitwa wciąż trwała i nic nie wskazywało na to, aby miała się szybko zakończyć. Voldemort był potężny, a ilość jego zwolenników sprawiała, że większość czarodziejów poddawała się od razu. Wciąż jednak nie potrafiła zrozumieć, dlaczego śmierciożercy postanowili nagle atakować czystej krwi czarodziejów. Ani półkrwi czarownica, ani mugol, ani żadna inna istota nie zasługiwała na śmierć. Westchnęła smutno uświadamiając sobie, że nie da rady przypilnować podwieczorku. Machnęła różdżką, aby sprzęt sam zaczął pracować, po czym udała się do ogrodu po Charliego. Oparła się o framugę drzwi zauważywszy, że jej syn roześmiany biega za gnomami ogrodowymi. Za żadne skarby nie chciała, by ten radosny widok kiedykolwiek się zatarł. Pozwoliła mu się dalej bawić, a ona sama wróciła do kuchni i opadła zmęczona na drewniane krzesło, które przed chwilą zajmowała. Zasłoniła twarz, oddychając powoli. Pragnęła, by ten koszmar w końcu się zakończył. Od ośmiu lat Voldemort werbował śmierciożerców, wykorzystywał, a następnie zabijał mugoli, kiedy uznał, że już do niczego więcej nie będą mu potrzebni. W Proroku Codziennym została nawet stworzona tabela, gdzie zostawali wypisywani wszyscy zaginieni czarodzieje, a także przybliżona liczba mugoli, jednak Molly nie miała odwagi spojrzeć na tę stronę. Bała się coraz bardziej. O swoje życie, życie Artura i ich dwójki dzieci, ale także o całą ich rodzinę, znajomych. - Co się dzieje? - zapytał zatroskany Artur, kiedy przekroczył próg Nory. Położył swojej żonie dłoń na ramieniu, a jego wzrok wylądował na Proroku Codziennym, który beztrosko, jakby nie przekazywał żadnych okropnych wiadomości, leżał na stole. - Czyli już wiesz? Ucałował kobietę w czubek głowy i opadł na krzesło obok. Teczkę, którą zawsze nosił ze sobą ułożył obok drewnianej nogi. Chwycił Molly za nadgarstek i zmusił do tego, by odsłoniła swoją twarz. - Arturze… To, co się dzieje jest okropne. Najpierw mugole byli zmuszani do pracy dla Voldemorta, a następnie zabijani, gdy już się nimi znudził - wychrypiała kobieta, wskazując palcem na nagłówek gazety. Jej oddech przestał być spokojny, a głos zaczął drżeć. - Teraz czarodzieje, pół ale także czystej krwi. Kiedy przyjdzie czas na nas? - zapytała, przenosząc wzrok na męża. Ten uśmiechnął się, próbując dodać jej otuchy, lecz grymas, który pojawił się na jego twarzy uśmiechu nie przypominał. Rudowłosy mężczyzna nie wiedział, co ma odpowiedzieć Molly. Racją było to, że Voldemort stawał się coraz silniejszy dzięki ilości jego sprzymierzeńców, przez co był jeszcze bardziej nieprzewidywalny. Wziął głęboki oddech decydując, że wyzna kobiecie to, czego dowiedział się dzisiejszego poranka. - Zakon Feniksa - powiedział, pocierając czoło. - Dumbledore założył Zakon Feniksa, który ma przezwyciężyć Voldemorta. Pokonają go, Molly. Obiecuję ci to. Kobieta nagle odżyła. Wiedziała, że jeśli Dumbledore coś zrobi, to zrobi to doskonale, bez względu czy to zamiana zwierza w puchar na wodę, czy też właśnie założenie organizacji, która pokona Voldemorta. - Kiedy? - Osiem lat temu - odpowiedział, nikle się uśmiechając. - Dopiero dzisiaj się dowiedziałem, właśnie od Dumbledore. Ponieśli już kilka strat, jednak są dobrej wiary. Molly spojrzała przenikliwie na Artura czując, jak jej serce rośnie. Wiedziała, że Albus Dumbledore jest równie potężnym, jak nie potężniejszym czarodziejem niż Voldemort. Był znakomity w tym, co robił, bez względu, czego się podjął. Angażował się w życie czarodziejów tak bardzo, że czasem zapominał o sobie samym. Za to jednak Molly i Artur go podziwiali - za upór, który nim kierował; za serdeczność, która biła od niego zawsze, ale także za pewność siebie, która mogła uratować ich świat. - Czyli świat się nie skończy? - zapytała Molly z nadzieją w głosie. - Nie skończy - odpowiedział, mocniej ściskając jej nadgarstek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz